Podczas Business Sync Hub Damian Leśniak z Cloudware opowiedział o mobilnych, modułowych centrach przetwarzania danych na kilku ciekawych przykładach. Poniższe historie najlepiej pokazują, po co w ogóle myśleć o modułowym data center i jaką przewagę może dać dobrze zaprojektowana, „gotowa do drogi” infrastruktura.
Gdy godzina przestoju kosztuje miliony
Pierwszy przykład dotyczył dużego zakładu wydobywczego. Jedna godzina przerwy w dostawie surowca do fabryki oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów oznaczała straty liczone w milionach złotych. Restart procesu był czasochłonny i bardzo kosztowny, a utrata danych sterujących procesem – praktycznie nie do odrobienia.
Rozwiązaniem stało się mobilne centrum danych, które:
- duplikuje kluczowe systemy i dane,
- utrzymuje zarówno „zimną” kopię, jak i regularnie aktualizowane środowisko gotowe przejąć pełny proces,
- uwzględnia nie tylko aspekty logiczne, ale także bardzo wysokie wymagania bezpieczeństwa fizycznego.
W praktyce oznacza to „gaśnicę” zawsze gotową do użycia, gdy coś pójdzie nie tak w głównym centrum danych. Z perspektywy zarządu to realne zabezpieczenie ciągłości produkcji, a nie tylko kolejny koszt IT.
Gdy procedury są ważniejsze niż minimalne standardy
Damian wspomniał też o organizacjach, dla których kluczowe są procedury bezpieczeństwa organizacji i procesów produkcyjnych – często z perspektywy cyberbezpieczeństwa czy ciągłości łańcuchów dostaw. W takich przypadkach klienci oczekują:
- mobilnych centrów danych o najwyższych możliwych poziomach zabezpieczeń,
- redundancji na każdym poziomie, czasem wręcz „ponad normę”,
- gotowości do przejęcia działania całych środowisk w sytuacjach kryzysowych.
To sytuacje, gdzie standardy bezpieczeństwa klienta są znacznie ostrzejsze niż powszechnie obowiązujące normy. Modułowe centra danych dają im coś więcej niż tylko IT, dają poczucie, że w razie „czarnego scenariusza” infrastruktura nie będzie ograniczeniem.
Gdy fabryka tonie w danych
Inny przypadek dotyczył fabryki poza Polską, która generowała ogromne ilości danych na potrzeby całej organizacji. Lokalne zaplecze techniczne nie mogło już być dalej rozbudowywane, brakowało miejsca, mocy i możliwości infrastrukturalnych. W odpowiedzi podjęto decyzję o pilotażu z mobilnymi centrami danych ustawionymi przy fabrykach.
Modułowe centrum danych:
- zapewnia lokalne, wydajne przetwarzanie danych blisko miejsca ich powstawania,
- pozwala zachować kontrolę nad bezpieczeństwem i dostępnością,
- nie wymaga kosztownych i długotrwałych przebudów istniejących budynków.
To podejście dobrze wpisuje się w trend edge computingu, ale w wydaniu „plug and play” z pełną, gotową do uruchomienia infrastrukturą zamkniętą w kontenerze.
Tysiące elementów w jednym kontenerze
Damian uchylił też rąbka tajemnicy na temat aktualnego projektu: dwa kontenerowe centra danych o bardzo wysokich standardach bezpieczeństwa i z rozbudowaną topologią. Jeden taki kontener to prawie 10.000 (!!!) istotnych elementów konstrukcyjnych, do tego:
- systemy zasilania z redundantnymi torami, UPS i pakietami bateryjnymi,
- zaawansowane systemy przeciwpożarowe, monitoringu wizyjnego, sygnalizacji włamania i napadu,
- rozwiązania teletechniczne, a nawet układy wodno‑kanalizacyjne do systemów nawilżania.
To pokazuje, że nowoczesne modułowe centrum danych to miniaturowe, pełnoprawne data center, które można przetransportować, podłączyć i uruchomić tam, gdzie jest najbardziej potrzebne.
MDC jako element większej układanki dla samorządów i służb
Druga część wystąpienia dotyczyła projektów realizowanych z myślą o jednostkach samorządu terytorialnego i sektorze zarządzania kryzysowego. Wraz z partnerami – Politechniką Świętokrzyską i firmą Celius – Cloudware rozwija koncepcję modułowych zabudów kontenerowych o różnych specjalizacjach:
- moduły dowodzenia – dla sztabów kryzysowych, ustawiane jak najbliżej miejsca zdarzenia,
- moduły łączności – zapewniające komunikację, gdy zawiodą linie naziemne (łączność krótkofalowa, satelitarna, światłowody),
- modułowe mobilne centrum danych (MMDC) – jako redundantne miejsce przechowywania kluczowych danych dla stacjonarnego centrum zarządzania kryzysowego,
- kontener techniczno‑energetyczny – dostarczający zasilanie i podstawowe zaplecze techniczne,
- dodatkowe moduły specjalne: socjalne, medyczne, dekontaminacyjne, biologiczne, chemiczne.
Ten ekosystem modułów ma wspierać miasta i powiaty nie tylko w scenariuszach „najczarniejszych”, ale też w bardziej przyziemnych zdarzeniach, jak awaria lokalnej sieci elektroenergetycznej czy alarmowe stany powodziowe. Ważne, by kluczowe systemy i dane były dostępne nawet wtedy, gdy główna siedziba lub infrastruktura zostaną wyłączone.
Referencyjne centrum zarządzania kryzysowego w Kielcach
Damian opowiedział również o programie budowy referencyjnego centrum zarządzania kryzysowego dla miasta Kielce. Projekt:
- jest tworzony we współpracy z Politechniką Świętokrzyską i partnerami technologicznymi,
- obejmuje już podpisane umowy i gotowe studium wykonalności,
- jest konsultowany ze służbami: strażą pożarną, policją, pogotowiem, służbami mundurowymi, MON, WOT.
Start fizycznych prac zaplanowano na 2026 rok, a projekt ma być wzorcem dla innych samorządów. Co ważne, całość uwzględnia nie tylko „technikę”, ale też wymagania wynikające z nowej ustawy o ochronie ludności oraz realne potrzeby służb.
Infrastruktura to nie wszystko: ludzie, rodziny, ćwiczenia
Na końcu Damian przeszedł do tematu, który często jest pomijany w rozmowach o infrastrukturze: czynnik ludzki. Nawet najlepsze MDC, bunkier i procedury nie zadziałają, jeśli w momencie kryzysu zabraknie ludzi gotowych przejąć dyżur. A ci ludzie mają rodziny, obawy i swoje granice.
Dlatego w projektowaniu rozwiązań pojawia się:
- potrzeba zapewnienia miejsca dla rodzin osób pełniących dyżur,
- nacisk na szkolenia i budowanie świadomości,
- zrozumienie, że kryzys to nie tylko wojna, ale też „zwykłe” awarie i przerwy w dostawach.
Damian trafnie nazwał powszechną postawę „spychologią”: wiemy, że ustawa wymaga, że są środki, ale „na razie nic się nie dzieje, zajmiemy się tym później”. Problem w tym, że „później” w zarządzaniu kryzysowym zwykle oznacza „już za późno”.


